Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

„Śmierć” i Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny wg. wizji Katarzyny Emmerlich.

3. Zejście się Apostołów przy łożu Śmierci Najświętszej Maryi Panny

Widząc się z Maryją przed wniebowstąpieniem u Łazarza w Betanii, wyjawił Jej Jezus, co ma powiedzieć apostołom i uczniom, którzy zbiorą się przy Niej u kresu Jej doczesnej pielgrzymki i że ma ich pobłogosławić, co będzie dla nich bardzo zbawienne. Na Nią samą włożył wtenczas obowiązek spełnienia pewnych prac duchownych, po czym dopiero miała być zaspokojona Jej tęsknota za niebem. Wówczas także przepowiedział Jezus Magdalenie, że dokończy swego żywota na pustyni i polecił Marcie założyć stowarzyszenie pobożnych niewiast, obiecując nie opuszczać ich nigdy. Najświętsza Panna umarła w 63 roku życia. Przy narodzeniu się Chrystusa liczyła Maryja 15 lat.

Czując zbliżający się koniec życia, powołała Maryja, stosownie do polecenia swego Boskiego Syna, wszystkich apostołów; powołała ich przez swą modlitwę, na skutek której pojawił się anioł każdemu z apostołów, polecając mu udać się do Efezu. Apostołowie rozproszeni byli w tym czasie po różnych krajach. Wszędzie, gdzie byli, budowali małe kościółki, nieraz z chrustu tylko, oblepionego gliną, ale zawsze na podobieństwo domku Maryi, tyłu o trzech ścianach. Budowali także ołtarze do odprawiania Mszy Świętej. Te dalekie uciążliwe podróże, jakie apostołowie odbywali, nie byłyby możliwe do wykonania bez doraźnej Bożej pomocy. Oni może nieraz sami nie odczuwali tego, ale przecież nie wątpię, że nieraz wspomagał ich Bóg w tych podróżach w sposób nadnaturalny. I tak widziałam nieraz, jak szli środkiem tłumów ludzi, nie widziani przez nikogo, co Bóg cudownie sprawiał. Widząc nieraz cuda działane przez apostołów u różnych narodów pogańskich, zauważyłam, że często były to cuda zupełnie innego rodzaju niż te, o jakich dowiadujemy się z Pisma Świętego; apostołowie przystosowywali się wszędzie do potrzeb i usposobienia miejscowej ludności. Zauważyłam, że apostołowie nosili wszędzie ze sobą relikwie proroków i pierwszych chrześcijańskich męczenników, i zawsze umieszczali je przed sobą podczas modlitwy, lub podczas odprawiania Mszy Świętej.

Te dalekie uciążliwe podróże, jakie apostołowie odbywali, nie byłyby możliwe do wykonania bez doraźnej Bożej pomocy. Oni może nieraz sami nie odczuwali tego, ale przecież nie wątpię, że nieraz wspomagał ich Bóg w tych podróżach w sposób nadnaturalny. I tak widziałam nieraz, jak szli środkiem tłumów ludzi, niewidziani przez nikogo, co Bóg cudownie sprawiał. Widząc nieraz cuda, działane przez apostołów u różnych narodów pogańskich, zauważyłam, że często były to cuda zupełnie i innego rodzaju niż te, o jakich dowiadujemy się z Pisma Świętego; apostołowie przystosowywali się wszędzie do potrzeb i usposobienia miejscowej ludności. Zauważyłam, że apostołowie nosili wszędzie ze sobą relikwie proroków 1 pierwszych chrześcijańskich męczenników, i zawsze umieszczali je przed sobą podczas modlitwy, lub podczas ofiary Mszy Świętej.

Piotr, gdy go anioł powołał, znajdował się właśnie w okolicy Antiochii z drugim jeszcze apostołem. Niedaleko od niego znajdował się Andrzej, który do niedawna bawił w Jerozolimie, ale uciekł stamtąd przed prześladowaniem. Widziałam obydwóch, Piotra i Andrzeja, w różnych miejscowościach, a zawsze niedaleko jeden od drugiego, chociaż nie wiedzieli nawzajem o sobie. Noce przepędzali w publicznych, otwartych gospodach, jakich pełno jest w ciepłych krajach. Jednej nocy spoczywał Piotr pod murem, gdy nagle zbliżył się doń jakiś młodzieniec, otoczony jasnością, ujął go za rękę i rzekł: „Wstań 1 spiesz do Maryi! Znajdziesz po drodze Andrzeja”. Piotr, ociężały już ze starości i z trudów, podniósł się powoli i wsparłszy się rękami na kolanach, słuchał mowy anioła.

Bezzwłocznie usłuchał polecenia, powstawszy rzucił płaszcz, przepasał się i wziąwszy kij w rękę, puścił się w drogę. Wkrótce spotkał się z Andrzejem, który, jak się okazało, takie samo miał widzenie. W dalszej podróży zetknęli się z Tadeuszem, którego także anioł powołał. Tak, więc razem przybyli do mieszkania Maryi, gdzie się już Jan znajdował.

Judasz Tadeusz i Szymon byli właśnie w Persji i stamtąd przybyli na wezwanie do Efezu. Tomasz był najdalej, bo aż w Indiach, i przybył do Efezu dopiero po Śmierci Maryi. Był to mąż krępy, przysadzisty, włosy miał rude. Modlił się właśnie w szałasie z trzciny, gdy pojawił mu się anioł i kazał mu udać się do Efezu. Zaraz wyruszył Tomasz w drogę, wziąwszy ze sobą swego potulnego sługę. Widziałam ich, jak płynęli długo przez wodę na małym czółnie, potem lądem spieszyli, nie zatrzymując się w żadnym mieście. Po drodze przyłączył się do nich jeden z uczniów. Tomasz jeszcze przedtem postanowił sobie powędrować na północ aż do Tartarii, i teraz, chociaż otrzymał wezwanie przez anioła, nie chciał wyrzec się tego zamiaru. Miał już taką naturę, że zawsze chciał zbyt wiele działać i dlatego nieraz spóźniał się tam, gdzie było potrzeba. Tak, więc zamiast iść prosto do Efezu, skierował się dalej ku północy, aż prawie poza granice chińskie, gdzie teraz rozciągają się obszary podległe berłu rosyjskiemu. Tam powtórnie pojawił mu się anioł i wezwał go do Efezu, dokąd też Tomasz prosto już podążył. Sługa, którego miał przy sobie, był to kupny niewolnik, Tatar z pochodzenia. Po śmierci Maryi nie był już Tomasz drugi raz w Tartarii; zginął wkrótce w Indiach, przeszyty włócznią. Widziałam w Indiach kamień, który on sam ustawił, na nim klęczał nieraz i modlił się; przepowiedział wówczas, że gdy wody morza dosięgną tego kamienia, wówczas, kto inny będzie głosił w Indiach naukę Jezusa Chrystusa. Na kamieniu tym pozostały odciśnięte ślady jego kolan.

Jan był na krótko przedtem w Jerychu. W ogóle podróżował on często do Ziemi Obiecanej, ale stale przebywał w Efezie iw okolicy. Bartłomiej bawił w tym czasie w Azji, na wschód od Morza Czerwonego. Był to mąż przystojny i zwinny bardzo. Lica miał bielutkie, czoło wysokie wielkie oczy i czarne, kędzierzawe włosy, takąż niewielką bródkę, na dwie połowy rozczesaną. W tym czasie nawrócił właśnie pewnego króla tamtejszego wraz z całą rodziną. Gdy później wrócił w tamte strony, poniósł tam Śmierć męczeńską z polecenia brata owego króla. Paweł nie otrzymał wezwania. W ogóle powołani byli do śmiertelnego łoża Maryi tylko krewni i dobrzy znajomi Świętej Rodziny. Pierwsi stawili się Piotr, Andrzej i Jan, i zastali Najświętszą Pannę już bliską śmierci. Leżała spokojnie na swym łożu w sypialni. Służebna Jej, smutna, chodziła po domu z kąta w kąt, to wychodziła przed dom, co chwila padała na kolana i modliła się z wyciągniętymi rękoma. Niedługo przybyły dwie Siostry Maryi, a także pięciu uczniów. Ci mieli łaski różnego rodzaju, oznaczające stopień ich godności. Ubrani byli w białe, wełniane płaszcze z kapuzami, pod spodem mieli długie, białe, wełniane tuniki na kształt alb kapłańskich; tuniki te pospinane były z przodu od góry do dołu pętlicami. W drodze podpasywali wysoko płaszcze i tuniki. Kilku zawieszone miało u pasa małe tobołki, a wszyscy znużeni byli bardzo podróżą. Przy powitaniu ściskali serdecznie jedni drugich, roniąc łzy radości i boleści zarazem. Wchodząc do wnętrza domu, odkładali laski, zdejmowali płaszcze, tobołki, i odpasywali pasy, opuszczając wolno aż do ziemi fałdzistą suknię. Opasywali się jednak zaraz na nowo szerokim pasem, wyszytym literami. Potem zbliżali się z rozrzewnieniem do łoża Maryi, aby Ją pozdrowić. Najświętsza Panna nie miała już siły wiele mówić.

Nie widziałam, by przybywający czymś się posilali; pili tylko jakiś napój z flaszeczek, które mieli przy sobie. Jako schronienie na noc poustawiano dla przybyszów na dworze przy murach domu lekkie daszki na palach, poosłaniano je ściankami z mat i plecionki, i to stanowiło ich sypialnie. W obrębie samego domu nie spał żaden mężczyzna.

Apostołowie, którzy najpierw przybyli, obrali zaraz miejsce w przedniej części domu na odprawianie Mszy Świętej i wspólne modlitwy. Ustawiono ołtarz, nakryty białym i czerwonym obrusem, a na nim postawiono biały krzyż, jakby z perłowej masy, wysoki zaledwie na piędź, podobny kształtem do krzyża maltańskiego. Krzyż taki nosili apostołowie zawsze w podróży, zawieszony na piersiach. W krzyżu było pięć schowków, trzy wzdłuż, a dwa w bocznych ramionach; środkowy schowek zawierał Najświętszy Sakrament, w innych schowane było Krzyżmo, Olej święty, bawełna i sól. W tym to krzyżu przyniósł Piotr Najświętszej Pannie Komunię Świętą, przy czym apostołowie ustawili się w dwóch rzędach od ołtarza aż do posłania Maryi i pochylili nisko na znak czci. Ołtarz stał nie w środku komnaty przed ogniskiem, służącym dotychczas do użytku, lecz przy ścianie na prawo; codziennie rozbierano go i na drugi dzień stawiano. Przed ołtarzem stał niewielki postument, a na nim leżały zwoje pisma.

Zbliżała się chwila zaśnięcia Maryi, więc wszyscy apostołowie zebrali się w Jej sypialni na pożegnanie; ścianę przednią odsunięto. Apostołowie ubrani byli w długie szaty, przepasane szerokimi pasami. Uczniowie i święte niewiasty zebrali się w przedniej komnacie. Maryja siedziała na posłaniu; apostołowie przystępowali kolejno i klękali przy łożu, a Najświętsza Panna modliła się nad każdym i błogosławiła go, wkładając nań ręce, złożone na krzyż. Tak samo błogosławiła uczniów i niewiasty. Jedną z tych ostatnich uściskała Maryja, gdy ta pochyliła się nad Nią. U Piotra widziałam zwój pisma w ręku, gdy zbliżał się do łoża.

- Po udzieleniu błogosławieństwa przemówiła Maryja do wszystkich, spełniając polecenie Jezusa, dane Jej w Betanii. Janowi dała Maryja rozporządzenie, co do pogrzebania Jej zwłok. Poleciła mu również, by po Jej śmierci darował Jej szaty służebnej i drugiej dziewicy, która przychodziła czasem Jej posługiwać.

Widziałam, jak Maryja pokazywała palcem ku owej szafie, czy przepierzeniu, gdzie schowane były szaty, a służebna otwarła drzwi i zamknęła na powrót.

4. Śmierć, pogrzeb i wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny.

Otworzono potem pomieszczenie, w którym Maryja się modliła i ustawiono w nim ołtarz przed krzyżem, stojący w tabernakulum. Na ołtarzu postawiono płonące świece, a Piotr przystąpił do odprawiania Mszy Świętej w ten sam sposób, jak i przedtem odprawiał Mszę w kościele przy sadzawce Betesda. Przez całą Mszę siedziała Maryja na posłaniu. Piotr był ubrany w albę, pallium, mieniące się czerwonym i białym kolorem, i swój wielki płaszcz; czterej asystujący mu apostołowie mieli na sobie także szaty obrzędowe. Przyjąwszy sam Komunię Świętą, podał Piotr i innym Najświętszy Sakrament. Podczas Mszy Świętej przybył Filip, spieszący prosto z Egiptu. Płacząc rzewnie, przyjął błogosławieństwo Najświętszej Panny, a potem spożył osobno Komunię Świętą.

Maryi zaniósł Piotr Najświętszy Sakrament w owym krzyżu o pięciu schowkach. Jan niósł za nim na czaszy kielich z Krwią Przenajświętszą. Kielich to był mały, barwy białej, jakby lany z jakiejś masy, kształtem podobny był do kielicha, w którym Jezus konsekrował wino przy Ostatniej Wieczerzy; nóżka była tak krótka, że tylko dwoma palcami można ją było ująć. Tadeusz niósł przed nimi małą kadzielnicę. Najpierw udzielił Piotr Najświętszej Pannie Sakramentu Ostatniego Namaszczenia w zupełnie podobny sposób, jak to się teraz odbywa.

Następnie podał Jej Komunię Świętą, którą Maryja spożywała wyprostowana, nie opierając się; zaraz jednak potem opadła na poduszkę i dopiero po krótkiej modlitwie, odmówionej przez apostołów, podniosła się znowu, ale nie tak już wysoko, by przyjąć Krew Przenajświętszą z kielicha, podanego Jej przez Jana.

Po Komunii nic już nie mówiła Maryja. Leżała spokojnie, zwróciwszy oczy w górę; twarz Jej była uśmiechnięta i kwitnąca, jak za czasów młodości. Wtem ujrzałam cudowne zjawisko. Znikła mi z oczu powała sypialni, lampa zdawała mi się wisieć wolno w powietrzu, szeroka struga światła unosiła się od ciała Maryi w górę ku niebiańskiej Jerozolimie, ku tronowi Trójcy Przenajświętszej. Po obu bokach tej smugi widać było świetliste obłoczki, spośród których przezierały twarze aniołów. Maryja wzniosła z utęsknieniem ręce ku tej niebiańskiej Jerozolimie, ciało Jej uniosło się wraz z całym okryciem ponad posłanie, z ciała zaś zdawała się występować dusza w postaci świetlistej, wyciągającej także ręce w górę. Dwa chóry aniołów złączyły się w jedno pod tą postacią i uniosły Ją ze sobą w górę, oddzielając od ciała, które martwe już opadło na posłanie z rękoma, skrzyżowanymi na piersiach. Duszy Maryi wyszło naprzeciw mnóstwo dusz Świętych, między którymi poznałam dusze Józefa, Anny, Joachima, Jana Chrzciciela, Zachariasza i Elżbiety. W ich orszaku uniosła się duszą Maryi ku swemu Boskiemu Synowi, którego Rany błyszczały jeszcze wspanialszym światłem, niż otaczający Go blask. On zaś przyjął Ją radośnie i oddał Jej zaraz berło władzy nad całym kręgiem ziemskim. Równocześnie ujrzałam ku wielkiej radości, że wielka ilość dusz, uwolnionych z czyśćca, spieszyła za Maryją do nieba; dowiedziałam się zarazem, i to na pewno, że corocznie w święto Wniebowzięcia Najświętszej Panny uzyska wielu Jej czcicieli uwolnienie z mąk czyśćcowych. Piotr i Jan musieli także widzieć tę chwałę i triumf najświętszej duszy Maryi, bo stali zapatrzeni w niebo, podczas gdy inni apostołowie klęczeli pochyleni ku ziemi, toż samo uczniowie i niewiasty. Zwłoki Najświętszej Panny spoczywały na posłaniu, blaskiem otoczone; oczy były zamknięte, ręce złożone na krzyż na piersiach. Maryja umarła o godzinie dziewiątej według rachuby żydowskiej, podobnie jak Jezus na krzyżu. Przekonawszy się, że Śmierć nastąpiła rzeczywiście, nakryły niewiasty święte zwłoki całunem; poodstawiały na bok i pozakrywały wszystkie sprzęty w domu, toż samo i ognisko. Następnie same pobrały zasłony na twarz i zebrawszy się w przedniej komnacie, modliły się wspólnie, to klęcząc, to siedząc. Apostołowie także, nakrywszy głowy szalem, noszonym na szyi, ustawili się w porządku do wspólnej modlitwy, dwóch zaś uklękło, jeden przy głowie, drugi przy nogach koło łoża Maryi na cichą modlitwę. Zmieniali się tak przy łożu cztery razy na dzień. Także „Drogi Krzyżowej” nie zaniedbali apostołowie odprawić.

Andrzej i Maciej zajęli się zaraz przysposobieniem grobu; obrano na to ową grotę, w której Maryja i Jan urządzili stację grobu Chrystusa. Grota nie była tak wielka, jak grób Jezusa; wysoka była najwyżej na wysokość mężczyzny. W koło groty był ogródek, ogrodzony żerdkami. Ze wzgórka schodziło się w dół do groty. W głębi znajdowało się łoże grobowe z kamienia, podobne do wąskiego ołtarza, w którym było wyżłobienie kształtu owiniętego ciała; w miejscu, gdzie miała spocząć głowa, było małe podwyższenie. Na pobliskim wzgórku obok groty była stacja Kalwarii. Nie stał tam osobny krzyż, tylko w kamieniu był wyżłobiony. Andrzej z wielką gorliwością pracował nad przysposobieniem grobu Maryi; przed grobowcem umieścił lekkie drzwi.

Tymczasem niewiasty, między którymi widziałam córkę Weroniki i matkę Jana Marka, zajęły się zabalsamowaniem świętego ciała Maryi według przepisów żydowskich. Naznosiły różnych korzeni i świeżych ziół w wazonikach, po czym zamknęły drzwi wejściowe, jak również drzwi od przedniej komnaty, zapaliły światła i wzięły się do roboty. Rozebrały zupełnie namiocik sypialny Najświętszej Panny, by mieć więcej miejsca. Nie składano go już więcej na powrót, owszem zaraz po pogrzebie usunęła służebna także przepierzenie, gdzie schowane były suknie i uprzątnęła to wszystko z komnaty. Pozostawiono tylko ołtarz przed krzyżem w pomieszczeniu gdzie modliła się za życia Maryja, a tak cała komnata przemieniła się w małą kapliczkę, gdzie modlili się apostołowie i składali Najświętszą bezkrwawą Ofiarę. Podczas gdy niewiasty zajęte były koło świętych zwłok, odmawiali apostołowie modły chóralne, częściowo w przedniej komnacie, częściowo z zewnątrz domu.

Niewiasty święte balsamowały z największym nabożeństwem i czcią ciało Maryi w ten sam sposób, jak balsamowano Najświętsze Ciało Jezusa. Zdjęły zwłoki z łoża Śmierci wraz z całym okryciem i złożyły je w długi kosz, wyścielony suknami tak grubo, że ciało wystawało ponad kraj kosza. Święte Ciało wydawało się nadzwyczaj suche, bielutkie, otoczone blaskiem, a tak lekkie, jakby w tych powiciach nic nie było; więc też z łatwością przychodziło niewiastom je dźwigać. Lica były świeżutkie, jaśniejące. Niewiasty poucinały bujne loki włosów, by schować je sobie na pamiątkę, po czym obłożyły całe ciało korzeniami i ziołami, najwięcej wkoło szyi i głowy, koło ramion i pod pachami.

Zanim owinięto tak przygotowane zwłoki w białe całuny, odprawił Piotr przy ołtarzu w komnacie modlitw bezkrwawą Ofiarę i podał wszystkim Apostołom Komunię Świętą. Następnie przystąpili Piotr i Jan do zwłok, ubrani w swe płaszcze obrzędowe. Jan trzymał w ręku naczynie z Olejem świętym, a Piotr, modląc się i maczając w nim palce, pomazywał olejem na krzyż czoło, ręce i nogi Maryi, po czym niewiasty owinęły zwłoki zupełnie w całuny. Na głowę włożyły Maryi wieńce z białych, czerwonych i niebieskich kwiatów, jako godło Jej dziewictwa; twarz przykryły przejrzystą chustą, przez którą widać było oblicze Maryi, okolone wieńcem kwiatów. Nogi, obłożone ziołami, także można było rozpoznać przez przejrzyste okrycie. Owinięte ręce skrzyżowane były na piersi. Tak przygotowane ciało złożono do trumny z bielutkiego drewna i przykryto szczelnie przylegającym, obłączastym wiekiem, które przymocowano do trumny trzema szarymi taśmami. Trumnę ułożono na marach, podobnych do hamaka lub wiszącej kołyski, przyczepionej na rzemykach do drążków. Cały ten obrzęd odbywał się z rozrzewniającą uroczystością. Żałość i smutek widać było na wszystkich twarzach, smutek więcej zewnętrzny i więcej ludzki, niż przy pogrzebie Jezusa. Wtenczas przytłumiała ludzkie uczucie smutku święta trwoga i cześć i groza tajemna.

Wyruszył wreszcie orszak żałobny do groty, oddalonej stąd o pół godziny drogi. Piotr i Jan wynieśli trumnę na rękach przed drzwi, przed domem włożyli trumnę na powrót na nosze i wzięli na barki. Sześciu apostołów niosło mary, zmieniając się na przemian; reszta apostołów szła przed trumną, za trumną zaś postępowały święte niewiasty. Niesiono także kilka kaganków na żerdziach.

Przybywszy przed grotę, postawili apostołowie mary na ziemi. Czterech apostołów wniosło trumnę do wnętrza i postawili ją w zagłębieniu grobowca, potem wszyscy wchodzili pojedynczo do groty, klękali przed świętymi zwłokami i modlili się krótko, cześć im oddając i żegnając się z nimi. Następnie zastawiono grobowiec od dołu aż do sklepiającej się łukowato ściany tylnej zasłoną z plecionki. Przed wejściem do groty wykopano rów i powsadzano weń gęsto krzewy, częściowo kwitnące jeszcze, częściowo pokryte już jagodami, że można było wejść do groty tylko bokiem przez zarośla.

Zaraz tej samej nocy po pogrzebie nastąpiło cudowne wniebowzięcie Najświętszej Panny. W ogródku przed grotą modlili się w nocy apostołowie i święte niewiasty i śpiewali psalmy. Wtem spuściła się z góry na grotę szeroka smuga świetlna, a w niej w trzech kołach trzy chóry aniołów, pośrodku zaś nich jaśniejąca dusza Najświętszej Panny. Przed Nią szedł Jej Boski Syn z jaśniejącymi znakami Ran na rękach i nogach. Oblicza aniołów w środkowej glorii wkoło duszy Najświętszej Panny, wydawały się jak oblicza malutkich dzieci, w drugim kole - jak oblicza dzieci sześcio- lub ośmioletnich, w trzecim, najdalszym - jak oblicza młodzieńców. Twarze tylko znać było wyraźnie, reszta postaci rozpływała się w przejrzystym blasku. Wewnątrz groty w grobie otaczał głowę Najświętszej Panny jakby wieńcem chór duchów błogosławionych. Nie wiem, czy i o ile obecni widzieli to wszystko, ale widziałam, że z osłupieniem i czcią spoglądali w górę lub wstrząśnięci, rzucali się twarzą na ziemię.

Cudowne zjawisko zniżało się nad grotę, stając się coraz wyraźniejsze, a poza nim ciągnął się szlak świetlisty aż ku niebieskiej Jerozolimie. Najświętsza dusza Maryi, minąwszy Jezusa, przeniknęła przez skałę do grobu i wzniosła się zaraz na powrót z świętym ciałem Maryi przemienionym już i jaśniejącym, po czym cały ten niebiański, cudowny orszak uniósł się w górę ku niebiańskiej Jerozolimie w przybytki wiecznej szczęśliwości.

Na drugi dzień odmawiali właśnie apostołowie modlitwy chóralne, gdy przybył Tomasz z dwoma towarzyszami. Jednym z nich był uczeń Jonatan Eleazar, drugi był sługą Tomasza, a pochodził z najdalszego kraju świętych Trzech Królów. Tomasz zasmucił się ogromnie, dowiedziawszy się, że już złożono Najświętszą Pannę do grobu. Płakał rzewnie i nie mógł się uspokoić z żalu, że tak późno przybył, Wśród gorzkich łez uklęknął z Jonatanem na tym miejscu, gdzie najświętsza dusza Maryi rozstała się z ciałem; długo klęczał także przed ołtarzem. Apostołowie nie przerywali sobie modlitw za przyjściem Tomasza, dopiero ukończywszy śpiewy chóralne, zebrali się wkoło niego, podnieśli go z ziemi, ściskali i pocieszali; podano zaraz jemu i towarzyszom posiłek, składający się z chleba, miodu i napoju w małych kubkach.

Tomasz pragnął przede wszystkim ujrzeć jeszcze raz zwłoki Najświętszej Panny, więc wzięto kaganki i udano się z nim do grobu. Dwaj uczniowie odchylili zarośla, a Tomasz, Eleazar i Jan weszli do groty, modląc się chwilę przed trumną. Trumna stała na tyle wysoko, że można ją było łatwo otworzyć. Jan ściągnął trzy taśmy, przytrzymujące wieko, zdjął wieko na bok, i oto, ku wielkiemu zdumieniu, ujrzeli próżne całuny, ułożone w zupełnym porządku, jak okrywały przedtem zwłoki. Tylko na miejscu, gdzie była twarz, usunięte było przykrycie i na piersiach nieco otworzone. Opaski z rąk leżały w porządku, lekko rozsunięte. Apostołowie wznieśli ręce w osłupieniu, a Jan zawołał: „Nie ma Jej już tu! — Wbiegli inni do groty, zaczęli płakać i modlić się, wznosząc w górę ręce, to znów rzucali się na ziemię, powoli jednak zaczynali pojmować, co się stało, wspomniawszy na widzenie, jakie mieli zeszłej nocy. Wreszcie zabrali apostołowie wszystkie całuny i trumnę, jako relikwie i szli do domu, przez całą Drogę Krzyżową modląc się i śpiewając psalmy.

Gdy powrócili do domu, umieścił Jan całuny na składanym stoliku przed ołtarzem. Apostołowie modlili się, a Piotr stanął osobno, jak gdyby rozpamiętywał jakąś tajemnicę. Następnie odprawił Piotr przed ołtarzem w pokoju modlitewnym Maryi, Mszę Świętą, podczas której apostołowie stali rzędem za nim, modląc się i śpiewając. Niewiasty słuchały Mszy Świętej, stojąc w drzwiach i przy murze koło ogniska.

Młody sługa Tomasza, ochrzczony już, był cudzoziemcem; cerę miał brunatną, oczy małe, wystające kości policzkowe, nos i czoło wpadnięte. Był zupełnie niewinny i potulny. Robił wszystko, co chciano, stawał lub siadał gdziekolwiek mu kazano, patrzał w tę stronę, gdzie mu polecono, a uśmiechał się do każdego. Gdy Tomasz płakał, płakał i on; teraz pozostał już na zawsze przy Tomaszu. Widziałam raz, jak wlókł wielkie kamienie do kapliczki, którą Tomasz budował.

Przez czas swego tu pobytu zbierali się często apostołowie i uczniowie razem, i opowiadali sobie przygody, przebyte w podróżach.

Przed rozejściem się w obce kraje zasypali apostołowie ziemią wejście do groty, w której mieścił się grób Maryi. Za to z drugiej strony zrobili niski chodnik do tylnej ściany groty i wykuli otwór w ścianie, przez który można było widzieć grób. O chodniku tym wiedziały prócz nich tylko święte niewiasty. Nad grotą wystawili kapliczkę z drewna i plecionki, a ściany kapliczki obili matami i kobiercami, w kapliczce zaś ustawili mały ołtarz z kamienia. Za ołtarzem rozwieszone było płótno, na którym wyszyty był czy wyhaftowany, wizerunek Najświętszej Panny, ubranej w szaty świąteczne. Ogródek przed grobem i w ogóle całą Drogę Krzyżową upiększono znacznie. Komnatę, w której Maryja modliła się i była Jej sypialnia, zamieniono na formalny kościółek. Służebna Maryi mieszkała nadal w przedniej komnacie; a dla potrzeb duchowych mieszkających w osadzie wiernych zostawiono dwóch uczniów.

Po raz ostatni odprawiono w domku Maryi uroczyste nabożeństwo, po czym apostołowie rozeszli się w różne strony, wśród łez rzewnych na pożegnanie się uściskawszy. Od czasu do czasu pojawiał się tu któryś z apostołów lub uczniów, by pomodlić się w domku Maryi. Na pamiątkę i ku czci Najświętszej Panny stawiali wierni w wielu miejscowościach kościółki, naśladujące kształtem Jej domek. Drogę Krzyżową i grób Jej zwiedzali przez długi czas pobożni chrześcijanie.

Wypada mi tu jeszcze jedno widzenie opowiedzieć, jakie miałam z pierwszych czasów po wniebowzięciu Maryi. Pewna niewiasta z okolicy Efezu, żywiąca wielką miłość ku Najświętszej Pannie, zwiedziła raz Jej domek; potem urządziła sobie w domu ołtarz na kształt tego, jaki stał w domku Maryi, i nakryła go kosztownym kobiercem. Niewiasta ta zubożała później bardzo i zmuszona była sprzedawać swe rzeczy, jedną po drugiej. Nędza przyciskała ją coraz bardziej; nie mając już co spieniężyć, wzięła, choć z boleścią, ów kosztowny kobierzec i zaniosła go na sprzedaż pewnej zamężnej chrześcijance. Gdy nadeszło święto Wniebowzięcia Najświętszej Panny, przykro było bardzo biedaczce, że nie ma czym przystroić ołtarza Maryi, poszła więc do owej kobiety, która kupiła dywan, a której do tego czasu urodziły się bliźnięta, i prosiła pokornie, by na dziś jej tego kobierca pożyczyła. Niewiasta owa nie zgodziła się na to, a mąż jej odprawił biedną bezlitośnie, mówiąc: „Maryja umarła już i nie potrzebuje go, lecz żonie mojej potrzebny jest i na to go kupiła. Biedna wróciła smutna do domu i pożaliła się w modlitwie Najświętszej Pannie. Następnej nocy pojawiła się Najświętsza Panna owym małżonkom we śnie i gniewnie oznajmiła im, że ukarani będą za tak bezlitosne niechrześcijańskie postępowanie, że pomrą im dzieci, a oni sami zubożeją bardziej jeszcze niż owa kobieta, od której kupili kobierzec. Małżonkowie, obudziwszy się, myśleli, że to tylko mara senna, lecz wstawszy, znaleźli ku wielkiemu swemu przerażeniu zamiast żywych dzieci zimne już trupy. Teraz dopiero uznali swą ciężką winę i zaczęli żałośnie zawodzić. Mąż wziął zaraz ów kosztowny kobierzec i z płaczem zaniósł go biednej niewieście, by miała czym przykryć ołtarz Maryi w święto Wniebowzięcia. Przez ciężką pokutę uzyskali małżonkowie od Maryi przebaczenie i wyjednali sobie modlitwami, że odwróciła od nich grożące im kary.

Odwiedza nas 5 gości oraz 0 użytkowników.